wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 14. Koniec

Prosze kazdego kto czytal o komentarz! To ważne!

Ross ujrzał kartkę, przykuwającą jego uwagę. Przeczytał ją i zamarł. Zawołał szatynkę i podał jej list. Laura była w ogromnym szoku, gdy dowiedziała się o chorobie.
- Damy radę. Nie zostawię cię z tym- pocieszał ją Ross, który nie wiedział, jakie były plany szesnastolatki. Pojechali razem do szpitala, tam dowiedzieli się od lekarza, że jest to uleczalna odmiana białaczki. Laura straciła jednak resztki nadziei. Jej psychika tak upadła, że płakała przy Rossie, który był  przy niej. Któregoś dnia, kilka dni przed pierwszą chemioterapią, Laura postanowiła powiedzieć całą prawdę. Jak zwykle przyszła do domu Lynchów.
- Mam coś ważnego do powiedzenia- odezwała się
Wszyscy usiedli w salonie.
- Nie byłam taka, jaką wy mnie widzieliście. Byłam i zapewne jestem wredną i wypraną z uczuć dziewczyną, chcącą powrócić do szkolnej elity i zemścić się już nawet nie pamiętam za co na Rossie Lynchu. Miałam cię Ross, rozkochać w sobie a później zostawić. To była cena przywrócenia mojej pozycji w szkolnej lidze. Pewnie mnie znienawidzicie, ale dużo Wam to nie da, bo i tak umieram. Proszę, wybaczcie mi kiedyś- zakończyła monolog i bez słowa ze spuszczoną głową wróciła do swojego domu.
Nadszedł dzień chemioterapii. Laura wiedziała, że będzie musiała się z tym zmierzyć. Czuła też, ze nic jej to nie da i umrze znacznie szybciej niż kiedykolwiek marzyła. Nie będzie mieć rodziny, chociaż i tak nikt nie chciałby bezdusznej Laury Marano. Siedziała w szpitalu i myślała, co by było, gdyby już stąd nie wyszła. Ku jej zdziwieniu, ktoś przytulił ją do siebie. Spojrzała na niego i spytała:
- Dlaczego tutaj jesteś?
- Obiecałem, że cię z tym nie zostawię. I tak przy okazji: nie masz racji. Masz uczucia, tylko przestałaś w nie wierzyć.
Naprawdę go lubiła i czuła, że on o tym wie. Nie był już jej wrogiem tylko jedną z nielicznych osób, które zostały.
Kilka miesięcy później do domu Laury przyszła Rydel.
- Nie jestem tutaj aby się użalać czy coś, bo to było naprawdę wredne, ale widzę że się starasz. Przyszłam tutaj z inną wiadomością. Riker otrzymał telefon, że Van została znaleziona martwa w swoim mieszkaniu. Zadzwonili do Rikera, bo twój numer nie był nigdzie zapisany. Przykro mi.- ostatnie słowa wyszeptała.
Laura po raz kolejny przeżyła załamanie. Chciała się nawet zabić, powstrzymał ją od tego Ross. Chłopak zamieszkał z Laurą, aby mieć na nią oko. Nie mógł pozwolić, aby coś sobie zrobiła. Wiedział, że ta krucha osobowość nie ma już nikogo.
Pomimo, że Lynchowie mieli żal do Laury, również byli jej wsparciem.
Chemioterapia była dla Marano wyczerpująca, ale dawała efekty. Lekarz powiedział, że jest znacznie lepiej i dziewczyna może z tego wyjść. Jej szanse rosły. Ale ona  przeczuwała, że tylko gdy i jeśli wyzdrowieje, Ross odpuści sobie i ją zostawi już na zawsze. Nie wiedziała, że mimowolnie zaczyna go kochać. Gdy miała napływ odwagi, postanowiła poprosić:
- Naucz mnie czuć od nowa
Chłopaka zdziwiły jej słowa, ale doskonale je zrozumiał.
- Jest pani zdrowa- taką wiadomość otrzymała Laura, dwa lata od początku leczenia.
Pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechała i od razu pobiegła do Rossa, czekającego w samochodzie. Weszła do pojazdu z kamienną twarzą.
- Co jest? Lau?- zapytał z niepewnością
- Jestem zdrowa!- krzyknęła ciemnowłosa i pocałowała blondyna.
Gdy w końcu oderwali się od siebie, Ross powiedział:
- Czekałem na to dwóch lat. Było warto
Mocno się przytulili i żadne z nich nie chciało wypuścić drugiej osoby ze swoich ramiom, z obawą, że ucieknie.
Laura i Ross pogodzili się z przeszłością, przeżywali z uśmiechem teraźniejszość, mimo trudności i patrzyli optymistycznie na wspólną przyszłość.

Historia opowiadająca jak wróg okazał się tym jedynym dzięki przeciwnościom losu.

--------------------------
Mam nadzieję, że nie było to aż takie beznadziejne, jakie jest w moim odczuciu. Musiałam to zakończyć happy endem, bo nie potrafiłabym zniszczyć psychiki jednemu z głównych bohaterów śmiercią drugiego.
Dziękuję każdemu, kto przeczytał choćby jedno zdanie tej historii ;)




poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 13.

Notka!
*nadal oczami Van*
Jechałam z niedozwoloną prędkością przez ulice miasta. Jak najszybciej znalazłam się w szpitalu, gdzie dowiedziałam się, że Laura jest na jakiś badaniach. Z sali obok której stałam wyszła kobieta po pięćdziesiątce.
- Nie mam pojęcia jak to pani powiedzieć...- zaczęła
- Najlepiej szybko i zwięźle- odezwałam się
- Pani siostra ma białaczkę.
Gdy w końcu to do mnie dotarło, wewnętrznie się załamałam. W tym momencie ujrzałam Laurę, nie świadomą swojej choroby. Gdy siostra mnie zobaczyła, od razu się uśmiechnęła. Próbowałam odwzajemnić gest, jednak wyszedł z tego tylko grymas. Chciało mi się strasznie płakać. Moja siostra może w każdej chwili odejść z tego świata. Wiem jedno- Laura nie może się dowiedzieć o chorobie. Nigdy.
*Oczami Laury*
Zdziwił mnie smutek Vanessy. Myślałam, że cieszy się, że mnie widzi. Jestem świadoma, że ''nabroiłam''. Jak zawsze z resztą. Ale ja tylko straciłam przytomność w szkole! To przecież nic takiego. Z tego co wiem, próbujesz rozkochać w sobie Rossa, żeby potem z nim zerwać i udowodnić Jones, że jesteś  warta być elitą. To nic takiego. To jest coś wielkiego! Nie możesz mu tego zrobić! On i tak ma teraz tą Nicole. Ty jesteś zazdrosna?! Może jeszcze coś z ciebie będzie. Ty tego nie rozumiesz! Nie jesteś nawet człowiekiem, tylko czymś, czego wolałabym nigdy nie poznać. I tak nie masz wyboru. Mam wybór. Ty go kochasz. Zrozum to w końcu! Nie kocham go! Nie mam uczuć i dobrze o tym wiesz.
A może jednak?
*Następny dzień*
Wstałam dosyć wcześnie. Może dzisiaj się nie spóźnię? Mój dzisiejszy humor był przeciętny. Przebrałam się, rozczesałam włosy i umyłam zęby, zabrałam torbę i ruszyłam do szkoły. Tym razem nigdzie nie spotkałam Lyncha. Wyjęłam kilka książek z szafki, wkładając je do torby.
- Już mdlejesz Marano, bo Lynch dał ci kosza?!- usłyszałam za sobą Nicole Watson.
Kilkoro uczniów zaczęło się  śmiać.
- W tej grze nie masz szans- odparła
- I vice versa- odpowiedziałam i trzaskając drzwiami z szafki ruszyłam na lekcje.
Zniszczę ją i Lyncha. Ale najpierw Watson, która teraz gada z Joshem Martinem.
Było kilka minut przed rozpoczęciem lekcji, a ja usiadłam w sali oczekując dzwonka. Do pomieszczenia wszedł Lynch z uśmiechem na ustach. Chciałabym mu go teraz zedrzeć.
- Hej Laura, co ty taka nie w humorze?- spytał
- Żal mi cię, Ross. Nicole umawia się z Joshem Martinem.
- Ccco?! Jak ona mogła? Wydawała się miła.- szepnął do siebie.
- Nie martw się, wszystko się ułoży- odparłam z udawanym współczuciem.
Z napływu emocji Lynch mnie przytulił. Z obrzydzeniem oddałam gest.
*~*
Cały dzień w szkole spędziłam z Lynchem, na złość Watson. Tak się wspaniale składa, że Lynch nie chce jej znać. Tak baardzo mi przykro. W domu Vanessa była nadwyraz uśmiechnięta i radosna.
- Nie zrobisz mi żadnego kazania?- nie owijałam w bawełnę.
- To przecież nie twoja wina, ze zemdlałaś. Powinnaś się tylko zdrowiej odżywiać.
- A twoja praca?- przypomniałam
- Jutro wracam.- wytłumaczyła
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Do wieczora gadałyśmy o różnych rzeczach. Zawsze brakowało mi Vanessy jako takiej bardziej siostry niż matki.
*kilka dni później, oczami Rossa*
Jak zwykle przyszedłem po Lau.
- Laura! Jestem już!- oznajmiłem przybycie.
- Poczekaj w salonie!- odparła
Uśmiechnąłem się do siebie.
_________________
Cześć! Wielki powrót tego bloga, ale zamierzam go jak najszybciej skończyć. Mam pomysł na całą histiorię, ale nie jestem na siłach aby tyle tego pisać. Ten rozdział zaczęłam w styczniu, a dokończyłam dzisiaj. Bardziej oddałam się drugiemu blogowi (Wyścigi..), a do tego straciłam serce. Czy mogłoby być tak, że napisałabym tak jakby One Shota, w formie rozdziału, ale byłoby wszytsko, co miało się dalej zdarzyć? Czy coś takiego Wam odpowiada?
Komentujcie, jeśli jeszcze ktoś tutaj jest! :)

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 12.

Yyyy.., nie, tylko nie zamierzam przegrać zakładu. Już myślałam, że się zmieniłaś. Ja się NIE zmieniam. Kiedy w końcu wróci ta radosna, bezinteresowna, miła dziewczyna którą byłaś kiedyś? Nie wróci. Chyba już o tym ''rozmawiałyśmy''. Cały czas jestem sobą, a tobie nic do tego. Nie jesteś sobą, ukrywasz się pod maską.
W tym momencie do sali wszedł rozanielony Lynch. Nie zwracając uwagi na otoczenie, usiadł w ławce (oczywiście siedzi ze mną jeśli ktoś nie wie) i wyjął zeszyty.
- Co to ma być panie Lynch?- zapytała wściekła nauczycielka
- Tak?
- Jak się pan zachowuje?!- kipiała ze złości
- Przepraszam, po prostu mam dobry dzień- uśmiechnął się, a mnie przeszły ciarki.
- W takim razie sprawdzimy, jak dobry jest pana dzień. Zapraszam do odpowiedzi, Lynch- zmroziła go wzrokiem.
W duchu się uśmiechnęłam. W końcu sprawiedliwość! Reszta lekcji minęła na odpytywaniu blondyna. Gdy zadzwonił dzwonek, Lynch skończył z kapą (inaczej z jedynką~od aut :P). Wyszłam z sali z jednej strony zadowolona, a z drugiej smutna. Byłam zadowolona, bo przynajmniej raz Lynch dostał niższą ocenę niż 3, ale jednak szkoda, że to nie dzięki mnie. Co się ze mną dzieje? Mam ważniejsze pytanie: czemu on był taki szczęśliwy? Trzeba się dowiedzieć. Trzeba być miłą. Jak najszybciej podeszłam do blondyna i zapytałam:
- Co ty taki szczęśliwy, Ross?
- Mam dobry dzień, oprócz tej jedynki, ale to dlatego, że...- nie dokończył, bo przerwała my jakaś dziewczyna, której kompletnie nie kojarzyłam
- Hej, przejdziesz się ze mną?- zapytała, wpychając się między mnie a Lyncha
Co za s***!
- Przedstawię was sobie. Laura, to jest Nicole, Nicole, to Laura- odparł chłopak
- Hej- powiedziałam jak najbardziej przesłodzonym głosem.
Dopiero teraz przyjrzałam się tej całej Nicole. Miała blond włosy do pasa i dziwne, zielone oczy. Kogoś mi przypominała. Tylko właśnie nie wiem kogo. Gdy Lynch się odwrócił, dziewczyna nachyliła się do mnie i szepnęła:
- On jest mój. Spróbuj mi go odebrać, a pożałujesz
Chciałam jej coś odpowiedzieć, ale niestety blondyn wrócił.
- Ross, pomożesz mi otworzyć moją szafkę?- odezwała się słodkim głosem.
- Oczywiście, pokaż mi tylko, która to- odpowiedział Ro..brat Rydel i wraz z tą Nicole poszli w stronę szafek.
Nie mogłam pozwolić, żeby jakaś wiedźma zniszczyła moją wygraną. Od razu poczułam do Nicole całkowitą nienawiść. Przynajmniej raz się zgadzamy. No widzisz. Ale wiesz, że to, że ja gadam z podświadomością jest chore i nadaje się do zakładu psychiatrycznego? A co ja mam zrobić? Gadam z dziewczyną której kompletnie nie ogarniam i której chcę poradzić dobrą drogę. Straszne. Czujesz ten sarkazm? Dobra, koniec. Nie zamierzam wariować w szkole.
Spacerowałam korytarzem, aż nagle.... No właśnie o to chodzi, że nie wiem co było potem.
*oczami Vanessy*
Byłam sobie na zakupach z Rydel. Przyznam, blondyna ma styl. Ale teraz nie o tym. W pewnym momencie zadzwonił  mój telefon. Odebrałam,
Ja: Słucham
- Rozmawiam z Vanessą Marano?
Ja: Tak, to ja. O co chodzi?
- Z tej strony wychowawczyni Laury, pani siostry. Jakby to pani powiedzieć, Laura jest aktualnie w szpitalu.
Ja: Co się stało?
- Przewróciła się na korytarzu. Niby nic poważnego ale jednak. Adres szpitala prześlę pani przez sms. To wszystko. Do widzenia,
Ja: Do widzenia.

- Rydel, muszę jechać do szpitala. Jedziesz ze mną?- zapytałam, a blondyna przytaknęła
__________________________________________
Hej!
Jak widać, wróciłam :)
Przepraszam, że trwało to tak długo, ale na tego bloga rzadko mam pomysł.
Jednak piszę go sama. Next nie wiem kiedy :>

piątek, 24 października 2014

Rozdział 11.

*Poniedziałek, 7:10; oczami Laury*
Ugh. Znowu przeklęty poniedziałek! Nie lubię go nie tylko dlatego, że trzeba wstawać wcześnie, ale też dlatego, że muszę udawać przed całą szkołą, że podoba mi się Lynch. On łazi za mną na każdej przerwie, pyta się, czy przypadkiem moja torba nie jest za ciężka i takie pierdoły. Nawet nie wiecie, jak to wkurza. Co do Kate, nadal nie mam z nią kontaktu, ale gdy ją widuję na przerwach widzę, że znalazła nowe znajome. Idealnie potrafi udawać. Ona po prostu jest genialna. Właśnie przeglądam zastępstwa na stronie naszej szkoły. Do szkoły jestem już prawie przygotowana. Dzisiaj założyłam czarne rurki, szary podkoszulek i czerwony top odsłaniający brzuch z napisem LOVE. Vanessa ostatnio przysłała mi paczką tą głupią bluzkę. Byłaby super, gdyby nie ten napis. Ja i miłość? To jakaś kpina. Mówisz tak, a spotykasz się z Rossem. To jest tylko dla zemsty, ty głupia podświadomościo! I to nie jest Ross, tylko Lynch! Wczoraj gadałaś inaczej Ross.. Zamknij się! Szybko otrząsnęłam się z ''rozmowy'', wyłączyłam laptop i zabrałam torbę. Stałam przy drzwiach, z dłonią na klamce i właśnie w tej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Kto to może być? Spojrzałam w wizjer i kogo zobaczyłam? Lyncha oczywiście. Od kilku dni zawsze gdy wychodzę do szkoły, on mnie spotyka i musimy iść razem. Otworzyłam drzwi i wbiłam na twarz uroczy udawany uśmiech.
- Hej Ross- powiedziałam
Ta słodkość mnie wykończy. Rossiaczek twój kochany.. Skończ już!
- Hej, co mam skończyć?- zapytał zdezorientowany chłopak
Powiedziałam to na głos? Serio??
- Przepraszam, to nie było do ciebie- uśmiechnęłam się przepraszająco i zalotnie zatrzepotałam rzęsami.
Ma się ten urok osobisty.
- Okey, to idziemy czy stoimy tu?- odezwał się blondyn
- Idziemy, tylko zamknę drzwi- odparłam i przekręciłam klucz, zamykając dom.
Schowałam klucze do torby i zachowując 2-metrowy dystans od chłopaka prawie wybiegłam z posesji.
A Lynch oczywiście za mną. Tak jakby nie można było zatruwać życia komuś innemu.
Po kilku minutach znajdowałam się przy mojej szafce. Najpierw biologia. Nienawidzę. Siedzę z Lynchem. Z Rossy'm. Kiedy w końcu przestaniesz?! Gdy spełnię swoją misję. To było pytanie retoryczne. Chwila... jaką misję? Nie mogę ci powiedzieć. Dobra. Chodźmy już na tą biologię..
*oczami Rossa*
Przy wejściu do szkoły zgubiłem Laurę. Obróciłem się na chwilę, a potem jej już nie było. W pobliżu żadnej ślicznej dziewczyny z bystrymi oczami, które urzekły mnie od początku... Skończ już myśleć o tej głupiej dziewczynie! Przestań i nie nazywaj jej tak. Ale ona jest głupia. Nie przepraszam, ona jest chytra jak lis. Czemu przyczepiłeś się akurat do niej? Bo wiem jaka jest. Zerwie z tobą i złamie ci serce, a ty i tak jesteś w niej zakochany jak jakiś debil. Dobrze, że Lau tego nie słyszy, złamałbyś jej serce. Ta dziewczyna nie ma serca. Powiem więcej.. Nie, nie powiesz. Znam ją zbyt dobrze i wiem jaka jest. Miła, mądra, słodka, urocza i ma takie śliczne włosy... Dość! Nie przeżyję więcej siedzieć w twoim mózgu, którego jak widać nie masz. To czemu się nie usuniesz? Bo muszę wypełnić moją misję i zniszczyć więź pomiędzy..Za dużo gadam. Już nic ci nie powiem. Jaką więź? Ciekawe. I tak się dowiem.
Gdy w końcu wyszedłem ze stanu całkowitego otępienia, dotarło do mnie, że jestem spóźniony na biologię!! Nie spoglądając gdzie idę, zacząłem biec, aż do momentu,  w którym w coś uderzyłem. Spojrzałem w dół i zobaczyłem uroczą, zielonooką dziewczynę
- Wybacz, nie zauważyłem cię. Tak w ogóle jestem Ross- wydukałem i pomogłem jej wstać.
- Nic się nie stało, nazywam się Nicole- uśmiechnęła się uroczo.
*oczami narratora*
Ross zaczął rozmawiać z Nicole, zapominając o całym świecie. Urzekła go jej niezwykłość. Całej sytuacji przyglądała się niejaka Kate Jones, ukradkowo pokazująca kciuk w górę Nicole. Gdy ta w odpowiedzi mrugnęła porozumiewawczo, Jones ulotniła się ze szkoły.
*oczami Laury*
Biologia trwa już kilkanaście minut, a Lyncha nadal nie ma. Ty, Laura Marano, martwisz się o Rossa? Yyyy....
__________________________
Cześć!
Są tu jakieś Directioners?
Jeśli tak, to oglądałyście teledysk do Steal My Girl? Mi się strasznie podoba :D
Co do rozdziału, denny jak wszystkie....
Dzięki za pomysły pod poprzednim rozdziałem :D
Komentujcie! :*

czwartek, 16 października 2014

Rozdział 10.

W tej chwili do domu wbiegła zdyszana Nessa.
- Laura, mam dobrą wiadomość!- krzyknęła
- Co się stało? Rozjechało Rikera?- wyszczerzyłam się
- Nawet tak nie mów!
- Czyli jednak..- szepnęłam do siebie
- Mam pracę!- odparła
- To super!- zaczęłam cieszyć się razem z nią.
- Jutro wyjeżdżam. Będziesz mieszkać z Lynchami.- wydusiła, a mi szczęka opadła.
Z nimi?? Jak już zerwę z Rossem to co będzie? Czy ona nigdy nie myśli?!
- Ale Van...- zrobiłam maślane oczy
- No dobra. Nie musisz z nimi mieszkać, ale raz dziennie będzie któryś z nich tu przychodził i sprawdzał czy żyjesz.- mam kochaną siostrę!
- Yeahh! Dzięki, Vanessa! Jesteś super!- krzyknęłam i przytuliłam siostrę.
- Wiem, jestem super- odrzekła Van
- I do tego jaka skromna- uśmiechnęłam się
- Pomóż mi się spakować- powiedziała
Obie pobiegłyśmy do pokoju brunetki. Van przyniosła dwie walizki. Zaczęłam pakować najpotrzebniejsze graty siostry. Po trzech godzinach Nessa była spakowana.
- Idę się pożegnać z Lynchami!- krzyknęła i wybiegła z domu.
Leniwie opadłam na łóżko. Ciekawe co mnie jeszcze czeka w tym tygodniu...
*Oczami Rydel*
Przeszukiwałam dom w poszukiwaniu Rocky'ego. Oczywiście miałam przy sobie patelnię. Usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Pobiegłam w kierunku wejścia. W przedpokoju stała Vanessa.
- Hej!- krzyknęłam i przypadkowo uderzyłam się patelnią w głowę. Mądra ja.
- Cześć Delly. Przyszłam się pożegnać.- odpowiedziała smutno.
- Co się stało?- zapytałam.
W mojej głowie było pełno czarnych myśli.
- Dostałam pracę i dlatego wyjeżdżam.- odparła czarnowłosa.
- Aha. Czekaj, zawołam małpy- uśmiechnęłam się i zwróciłam się w stronę schodów- Wszyscy na dół!
Chwilę później cała rodzinka była w przedpokoju.
- Van wyjeżdża. Przyszła się pożegnać- poinformowałam
- Moglibyście co jakiś czas sprawdzać, czy Laura żyje?- zapytała Nessa
- Pewnie!- krzyknął Ross
Skąd u niego tyle radości?Czy to ma jakiś związek z Lau? Trzeba się dowiedzieć, ale to potem.
Podeszłam do Van i mocno przytuliłam. To samo zrobiła reszta. Najdłużej żegnał ją Riker.
*Oczami Van*
- Będę tęsknić- szepnął mi na ucho Riker.
- Ja też- powiedziałam i się zaczerwieniłam. Odkleiłam się od blondyna.
- To cześć!- odparłam i wyszłam z willi przyjaciół.
Niedługo później moja kochana siostra zadzwoniła po taksówkę, która odwiozła mnie na lotnisko. Odprawa była męcząca. Gdy w końcu wsiadłam do samolotu, odpłynęłam do krainy Morfeusza.
*Tydzień później, oczami Laury*
Od tygodnia wykonuję swój idealny plan. Ross ufa mi już całkowicie. Dla niepoznaki, zerwałam kontakt z Kate. Tylko na kilka tygodni, albo krócej. Vanessie podoba się nowa praca. Jest aktorką. Gra w jakimś filmie. Tytułu nie pamiętam. Codziennie przychodzi do mnie nie kto inny tylko Ross, aby 'sprawdzić, czy żyję'. Przeważnie idziemy do kina, albo oglądamy film u mnie. Układa się łatwiej niż mi się wydawało. Właśnie siedzę w pokoju i przeglądam Fb.
______________________________
Hej, hej!
Po bardzo długiej nieobecności w końcu wróciłam! Ten rozdział napisałam kilka dni temu, ale o nim kompletnie zapomniałam xD
Co do bloga: nie mam na niego kompletnie pomysłu. Jeśli ktoś byłby chętny, to dajcie mi jakieś pomysły ok? Byłabym wdzięczna :D
KOMENTUJCIE

sobota, 20 września 2014

Rozdział 9.

Czytałam sobie książkę, aż nagle... Tak, czytam książki. Nie ma w tym niczego dziwnego. Lubię to. Powracając do tematu, nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Zaczęłam udawać zapłakaną. Zeszłam na dół. Przez wizjer ujrzałam Rossa. Wiedziałam, że tak będzie. Drugi punkt planu ukończony. Powoli otworzyłam drzwi. Udałam zaskoczenie. Chciałam zamknąć drzwi, ale przytrzymał je butem (wiem jak dziwnie to brzmi- Od aut.)
- Laura, wysłuchaj mnie- poprosił
Zaczęłam więc słuchać.
- Przepraszam za moje zachowanie w kinie. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Po prostu myślałem, że jesteś taka jak inne dziewczyny. Myślałem, że nie masz uczuć i jesteś taka... sztuczna. Przepraszam- schylił głowę.- Może wybrałabyś się ze mną na plażę?
Uśmiechnęłam się lekko.
- No nie wiem... Może obejrzymy coś u ciebie? Jakiś film?- zaproponowałam
- Pewnie. Idziemy?
- Muszę się przebrać. Zaczekasz w salonie?- zapytałam, a chłopak przytaknął.
Trzeba zrobić na nim wrażenie. Jednak jego słowa nie dawały mi spokoju. Po prostu myślałem, że jesteś taka jak inne dziewczyny. Myślałem, że nie masz uczuć i jesteś taka... sztuczna. Przepraszam. To było dziwne.. uczucie? Wielka satysfakcja. Nie pomylił się co do mnie. Nie jestem sztuczna, ale że bez uczuć to przyznam. Wyrzuciłam z głowy jego słowa i z szafy wyjęłam zestaw, który na pewno jest odpowiedni do sytuacji. Jasnoniebieska sukienka. Do tego czarne baleriny. Poprawiłam makijaż i przejrzałam się w lustrze.
- Idealnie udajesz delikatną i słodką- powiedziałam do siebie.
W świetnym humorze wybiegłam z pokoju i razem z Rossem poszłam kolejny raz dzisiaj do Lynchów. Jego rodzeństwo mroziło go wzrokiem. Jest mi to na rękę. Niech sobie pocierpi. Jak przykro. Przywitałam się z Rydel i poszłyśmy przygotować popcorn.
- Sorki za Rossa.- powiedziała blondyna
- Nic nie szkodzi- odparłam.
Wróciłam do salonu. Reszta Lynchów oraz Ell siedzieli na kanapie. Usiadłam obok Rossa. Zaczęliśmy oglądać film. Był to horror. W strasznym momencie delikatnie wtuliłam się w blondyna, a on objął mnie ramieniem. Usłyszałam komentarz Rydel:
- Jak oni słodko wyglądają!
Udałam, że tego nie słyszałam. Na razie idzie jak po maśle. Wygląda to jak jakiś film romantyczny. Zakończy się nie romantycznie. Po filmie Lynchowie wraz z Ratliffem gdzieś wyszli. Zostałam tylko ja i Ross. Chyba już wiem jak to się skończy.
- Laura, żyjesz?- blondyn wyrwał mnie z zamyślenia
- Um, tak- uśmiechnęłam się
- No bo jest taka jedna sprawa...
- Tak?
- Znamy się kilka dni i..
- Słucham?
- Wiesz...
- Powiedz to  wreszcie!- powiedziałam zbyt głośno- Przepraszam
- Powiem wprost. Chciałabyś zostać moją....
Tą chwilę przerwał Rocky wbiegający do pokoju. Myślałam, że go zamorduję. Już prawie byłam dziewczyną jego brata. Ugh!
- Czego?!- zapytał wkurzony Ross
- Brońcie przed Rydel!- pisnął i schował się między mną, a blondynem
Wywróciłam oczami i wstałam. Wyszłam z domu Lynchów. Kate będzie miała wyzwanie. Już ja się o to postaram. W domu nie było nikogo. Może Van poszła szukać pracy?
-------------------------------------------------
Hej!
Rozdział  nawet nie jest taki zły. Chyba. Co wy uważacie?
KOMENTUJCIE!!

środa, 17 września 2014

Rozdział 8.

- Jesteście zawieszeni na tydzień, ale należy się wam jeszcze jakaś dodatkowa kara- odparł Riker
- Moim zdaniem dla nich największą karą jest to, że muszą tu teraz stać- odezwał się Rocky
- Może masz rację..- pomyślał na głos Rik
- Odpuśćmy im. Tylko ten raz- poprosiła Rydel.
- Dobra.
Ulżyło mi. Żadnej awantury i idiotycznej kary. Yeah! Moje życie jest piękne.
*Oczami Laury*
Wolność! Gdy wyszłam z posiadłości Lynchów, zadzwoniłam do Kate. Od razu odebrała.
K- Elo siostra!
L: Siema!
K: O co chodzi?
L: Nudzi mi się
K: Mam pomysł! Chcesz wyzwanie?
L: No raczej.
K: Jeśli go nie wykonasz, wylecisz z paczki i elity szkoły okey?
L: Tak jest.
K: No to słuchaj: Musisz rozkochać w sobie Rossa Lyncha, sprawić, aby zaproponował ci chodzenie i być z nim.
L: Że co?!
K: To co słyszałaś. Kończę, pa
L: Cześć
Nie umiem uwierzyć. Jak ja to niby zrobię?! Lynch mnie nienawidzi. Ze wzajemnością. Ale perspektywa opuszczenia elity nie jest zachęcająca. Uda mi się. W końcu jestem Laura Marano! Tylko od czego zacząć.. Najpierw trzeba odzyskać zaufanie reszty rodzinki Rossa. Mam pomysł! Mądra ja. Zabrałam kilka najważniejszych rzeczy takich jak telefon i wybiegłam z domu. Przebiegłam dystans do drzwi sąsiadów w niemal olimpijskim czasie. Zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili drzwi otworzyła mi Rydel.
- Hej.- powiedziała
- Cześć. Co powiesz na wypad do kina?- zaproponowałam
- Jestem za. Wejdź. Zbiorę chłopaków i możemy iść.- powiedziała blondyna i udała się przebrać.
W myślach przybiłam sobie piątkę. Pierwszy punkt planu wykonany. Chwilę później Rocky, Riker, Ell, Rydel i Ross znaleźli się na dole. Ten ostatni nie ucieszył się na mój widok. Czas to zmienić.
- Idziemy?- odparłam i uśmiechnęłam się jak najmniej sztucznie.
Wyszedł chyba z tego grymas, ale załapali to. Wspólnie poszliśmy do najbliższego kina. W sali mieliśmy siedzieć parami. ''Całkiem przypadkowo'' usiadłam z Rossem, Rydel z Ratliffem, a Rik z Rocky'm. Specjalnie wybrałam horror, aby w strasznych momentach przytulić się do blondyna. W filmie nadszedł taki moment. Delikatnie przytuliłam się do chłopaka. W tym momencie plan uległ zniekształceniu. Otóż Ross odsunął mnie na bezpieczną odległość. Miałam jednak plan B. Spojrzałam na niego z przerażeniem i z płaczem wybiegłam z sali kinowej. Wróciłam do domu w świetnym humorze. Jestem pewna, że oberwie mu się, za to, że 'doprowadził mnie do płaczu'. Przyjdzie przeprosić. A potem już będzie mój.  Może uznacie, że jestem strasznie wredna i w ogóle. Może tak jest. Ale pomyślcie tylko: chcielibyście zostać wyrzuceni ze szkolnej elity? Stracić przyjaciółkę, która jest dla ciebie jak siostra? Hmm? Ja też nie. Przy okazji można się zemścić na Lynchu. Za to, że moi znajomi mnie odrzucili. Już nie są w elicie, ale co mi tam. Kto mi zabroni?
-----------------------------
Hej!
Jestem świadoma beznadziejności rozdziału. Pod poprzednim był 1 komentarz. Proszę o komentowanie! To dla mnie naprawdę ważne!